Czytasz moje opowiadanie/nia?

poniedziałek, 20 lutego 2017

What Kind Of Man... Rozdział 17.

Jacper, tuż po tym, jak wsiadł do samochodu i go odpalił, zaczął się zastanawiać, gdzie ma jechać. Niezbyt miał ochotę na to, by wrócić do domu. Z jednej strony, to dawało możliwość, by Rozo w łatwy sposób mógł go tam znaleźć, a Jacper naprawdę chciał zostać znaleziony. Dzięki temu mogliby porozmawiać ze sobą, ale... Chyba właśnie tej rozmowy, kolejnej konfrontacji, kolejnego poczucia odrzucenia, Jacper się najbardziej w tej chwili obawiał. Nie chciał być ponownie odtrącony. W całym swoim życiu napotkał tak wielu ludzi, którzy go porzucali choćby ze względu na wygląd, że teraz, pomimo tego że udawał, iż wcale go to nie rusza, to gdzieś tam w głębi siebie czuł się zraniony za każdym razem, gdy taka sytuacja miała się powtórzyć. A teraz ponownie czuł, że zostaje odtrącony, między innymi przez swój wygląd, przez to, że jest chłopakiem, a nie dziewczyną i to na dodatek przez swojego najlepszego przyjaciela. Tak bardzo czuł się zdradzony.
Jacper czasami nienawidził siebie, swojego ciała, swojej płci. Gdyby był dziewczyną pewnie nikt, albo prawie nikt, nie ubliżałby mu tylko dlatego, że maluje paznokcie, że farbuje włosy na kolorowo, że się wyróżnia swoim ubiorem. Gdyby był dziewczyną, mógłby być z Rozo i nikt nie patrzyłby na nich krzywo. Rozo mógłby pozwolić sobie na ten związek.

środa, 19 października 2016

What Kind of Man... Rozdział 16.

Jacper powiódł spojrzeniem za odchodzącym w stronę schodów Dominiciem, aż ten zniknął mu z pola widzenia. Szczególną uwagę przykuły ubrania przyjaciela: za długie spodnie dresowe, które ten podtrzymywał, by nie ciągnąć zbyt mocno nogawkami po podłodze oraz koszulka za duża o co najmniej jeden rozmiar. Rozejrzał się ukradkiem czy jeszcze ktoś oprócz niego przyglądał się Dominicowi, ale dostrzegł, że Rozo ogląda swoje paznokcie, co było oznaką jego znudzenia, a mama wyciera chusteczkami pokrytą zaschniętymi łzami twarz. Nie był pewny czy ktokolwiek oprócz niego dostrzegł wcześniej to, że chłopak ma na sobie za duże ubrania, na pewno nie należące do niego. Na wszelki wypadek wolał nic o tym głośno nie wspominać, tym bardziej w obecności kobiety, dopóki nie dowie się skąd Dominic wziął te ciuchy. Bo na pewno nie mogły należeć do tej jego koleżanki, o której wspominała wcześniej mama chłopaka. Chyba że tą koleżanką wcale nie była dziewczyna...
- To ja pójdę po jakieś proszki i napój dla Dominica – powiedziała kobieta, odrywając Jacpera od myśli, które zaczynały brnąć w nieodpowiednim kierunku. Z racji tego, że stała nieopodal, chłopak mógł dobrze dostrzec jak jej oczy są zaczerwienione przez płacz. Zastanawiał się czy i jego oczy noszą znaki krótkiego, aczkolwiek intensywnego, płaczu i jeśli tak, to czy Rozo to zauważył czy jednak nie.