Czytasz moje opowiadanie/nia?

poniedziałek, 22 maja 2017

What Kind Of Man... Rozdział 18.

Dominic wpatrywał się w ekran telefonu z coraz bardziej nasilającym się poirytowaniem. W pewnym momencie, nieco nieświadomie, zaczął podgryzać skórki na kciuku, by jakoś uspokoić niespokojne dłonie, z którymi nie miał co robić. Dopiero, gdy poczuł specyficzny metaliczny posmak krwi w ustach, opanował się. Sięgnął po chusteczkę, nawet nie odrywając wzroku od telefonu, i owinął nią krwawiącego palca.
Już od pewnego czasu próbował skontaktować się z Casimirem. Gdy tylko mama dała mu swój telefon, zaczął intensywnie poszukiwać kartki z numerem do nauczyciela. W międzyczasie wysłał wiadomość do Jacpera, informując go, że chwilowo jest pod tym numerem i przy okazji podziękował mu za jedzenie, które ten dla niego wcześniej przygotował.

Obszukał cały dom. Pomieszczenie po pomieszczeniu. Szukał nawet w takich zakątkach, w których nie było nawet takiej możliwości, by kartka się znalazła. Ukradkiem wyszedł z domu i przeszukał chodnik. Był już święcie przekonany, że ta najzwyczajniej na świecie przepadała i już jej nie znajdzie. Wątpił, by Casimir dał mu swój numer ponownie. Na końcu poszukiwań, gdy nadzieja wygasła, znużony, postanowił ogarnąć nieco pokój, a dokładnie – pościelić będące w nieładzie łóżko. Wtedy też, ku jego wielkiemu zdziwieniu i jeszcze większemu poirytowaniu, zobaczył wystający skrawek karteczki przykrytej poduszką. Szukał wszędzie, a miał już tuż pod nosem! Zacisnął pięści aż pobielały mu kłykcie. Był zły na siebie, tak bardzo wkurzony, że zmarnował tak dużo czasu na szukanie zguby wszędzie, tylko nie tam, gdzie trzeba było zacząć na samym początku.
A teraz siedział i dzwonił do Casimira oraz pisał do niego SMSy. Za wszelką cenę próbował się z nim skontaktować, a ten, jak na złość, go olewał. Nawet nie odbierał, już nie wspominając o odpisywaniu! Miał go zupełnie w poważaniu! Gdy raz odrzucił połączenie od chłopaka, to uświadomiło Dominicowi, że wcześniejsze słowa Lloyda, by do niego nie dzwonić, były prawdą. Dominic niezbyt chciał przyjąć do głowy tę informację i po kilkunastu minutach zwątpienia, znowu zaczął do niego wypisywać wiadomości. Tym razem jednak postanowił pokazać nauczycielowi, że się uczy na poprawę. Wziął więc, z wielką niechęcią, podręcznik, zeszyt i zaczął przeglądać notatki, by wybrać temat, który byłby dla niego najprostszy i który z najmniejszym problemem mógłby poprawić. W końcu nie miał dużo czasu, musiał to zrobić. Nie omieszkał poinformować Lloyda o tym, co właśnie robi. Wysłał mu nawet dwa zdjęcia: jedno przedstawiało zeszyty i podręcznik oraz puste kartki do zadań, które miał wykonywać, a drugie, to było jego selfie ze smutną miną, podpartą na dłoni głową i długopisem opartym o wydętą wargę oraz narysowanymi w edytorze łzami.
Zupełnie nie wiedział, jak się ma za tę cholerną chemię wziąć. Z miłą chęcią przyjąłby pomoc Casimira, ale skoro ten go ignorował, to jasne było, że musi sobie poradzić sam. Tylko jeszcze nie wiedział, jak to zrobi. Wpatrywał się w treść podręcznika i... niby to nie było nic trudnego. W końcu wszystko miał objaśnione i czytając to, może i rozumiał, ale jak już chciał wykonać jakieś zadanie, to wychodziły rzeczy nie z tego świata. Sam nie wiedział, w jaki sposób to się dzieje. Po prostu chemia go nie lubiła i nie pozwalała na to, by ją choćby trochę zrozumiał. Jakaś kosmiczna zmowa przeciwko niemu...
Wysłał wiadomość do Jacpera, tym razem pytając, co ten robi. Chciał mu trochę pomarudzić, że musi się uczyć. Chwilę czekał na odpowiedź, Jacper zawsze odpisywał natychmiastowo, ale tej też się nie doczekał. Napisał więc kolejnego SMSa, ale... znowu nie otrzymał odpowiedzi. To było takie niejacperowe. Na dodatek przyjaciel nie odpisał mu na wcześniejszą wiadomość, od której minęło już trochę czasu.
Dominic wcale nie chciał przyznać przed sobą, że zaczyna myśleć o wszystkim i wszystkich, byleby tylko nie o tym, o czym powinien, czyli o chemii. Nic więc dziwnego było, że stwierdził po pewnym czasie, iż zadzwoni do Rozo, by zapytać czy ten wie, czemu Jacper nie odpisuje na wiadomości, co nie było w zwyczaju przyjaciela.
Rozo odebrał po kilku sygnałach. Dominic już się trochę obawiał, że i on mógłby go zignorować, ale to akurat byłoby nic zaskakującego. Do Rozo bowiem dodzwonić się było bardzo trudno.
- Tak, słucham? - zapytał chłopak, odbierając. Był bardziej oficjalny, bo zobaczył, że dzwoni Dominica mama, nie wiedział, że to tylko Dominic z jej telefonu.
- Rozo! Odebrałeś! Jak dobrze! - Odetchnął Dominic z ulgą i trochę zbyt przesadnym entuzjazmem. Rozo aż parsknął, odsuwając telefon od ucha. - Jest u ciebie Jacper?
- Już myślałem, że twoja mama i się zastanawiałem, co mogłaby ode mnie chcieć – odparł luźno. - Nie ma u mnie Jacpera, a czemu pytasz? - zapytał, bardziej zaciekawiony. Nie widział, ani nie kontaktował się z chłopakiem od momentu pobytu w domu Dominica. Ciężko mu było to przyznać, ale trochę się bał konfrontacji z Jacperem i czekał aż on to zrobi, z drugiej strony wcale nie chciał, by ten się do niego odezwał. To było takie skomplikowane; to, co czuł, co ich łączyło. Mimo wszystko, po usłyszeniu od Dominica, że Jacper nie odpisał mu na trzy wiadomości, które wysłał z pewną różnią czasu (może przesadzali, ale naprawdę Jacper zawsze odpisywał natychmiastowo), nieco się zaniepokoił tą informacją.
- ...no i tak myślałem, że może jest u ciebie, zapomniał telefonu z domu, co byłoby w sumie dziwne, i dlatego nie może odebrać, ale skoro nie jest u ciebie, to... sam nie wiem – zakończył krótką opowieść o tym, jak postanowił napisać do Jacpera, byleby tylko nie robić tych przeklętych zadań. - Może wyszedł gdzieś i rzeczywiście nie wziął telefonu...
- To nie w jego stylu – przerwał mu Rozo. - Przecież wiesz, że on nie rozstaje się z telefonem. Wszędzie z nim łazi.
Dominic przełknął głośno ślinę, przytakując, chociaż Rozo nie mógł tego zobaczyć.
- Myślisz, że coś mu się mogło stać? - zapytał cicho, wypowiadając nieświadomie na głos myśl, która pojawiła się w głowie Rozo, ale ten wolał tego nie mówić. Jakoś nigdy nie dopuszczał do siebie myśli, że coś mogłoby się stać Jacperowi czy Dominicowi. Sam już nie wiedział, co ma o tym sądzić. Może po prostu Jacper śpi? Może wyjątkowo postanowił nie odpowiadać na wiadomości? Nie ma potrzeby, by panikować, stwierdził. Przecież to nie tak, że zniknął i od tygodnia nie mają z nim żadnego kontaktu. Po prosu nie odbiera i tyle. Rozo sam to robił nagminnie.
Chwilę w telefonie zalegała głucha cisza.
Mimo wszystko Rozo miał złe przeczucie. Może to ten przesadny dramatyzm Dominica na niego wpłynął? Sam nie wiedział, ale momentalnie poczuł zdenerwowanie rozlewające się po całym ciele.
- Oszaleję z wami! - warknął w końcu. Nie dość, że miał cholerny mętlik w głowie od pewnego czasu, nie wiedział, co ma zrobić z Jacperem, z rodzicami, ze sobą, to jeszcze, a to Dominic postanowił zniknąć bez żadnej informacji, a teraz Jacper. No i wcześniej pojechał ot tak, po prostu, z domu Dominica, nawet mu nic o tym nie wspominając. Uciekł od niego! Co z tego, że on pierwszy od niego zwiał? Nie spodziewał się, że Jacper też mógłby to zrobić...! - Najpierw znika jeden, a teraz drugi! Mam was, kurwa, dość! Gorzej niż z bachorami. Dajcie mi spokój. - I rozłączył się.
Dominic jeszcze chwilę po zakończeniu rozmowy, wpatrywał się w ekran telefonu, mimowolnie uchylając usta, nie rozumiejąc, co przed chwilą zaszło. Czemu Rozo tak gwałtownie się zachował, aż postanawiając zakończyć rozmowę? Był spokojny, a tu nagle wybuchnął. Dominic poczuł się kompletnie poza tematem. Czyżby przegapił coś, co działo się między Rozo a Jacperem? Czyżby ci się pokłócili, a on o niczym nie wiedział? Ostatnie dni były jakieś szalone...
Już chyba chemia jest prostsza, stwierdził w końcu, próbując uporządkować wszystko w głowie i przypomnieć sobie jakieś niejasne sytuacje, które działy się pomiędzy przyjaciółmi i które mógł dostrzec, ale wcześniej jakoś mu to umknęło. Nic jednak takiego nie znalazł. Ostatnio jego myśli zajęte były chemią i Casimirem, oczywiście. Musiał przyznać z niechęcią, że przyjaciele jakoś tak zeszli na drugi plan.
Postanowił jednak na chwilę obecną zostawić to w spokoju i zająć się nauką (kiedyś w końcu trzeba), licząc, że Jacper po prostu odezwie się do niego, jak będzie mieć na to ochotę. Wtedy też wypyta go, co się właściwie dzieje.

*

Jacper wpatrywał się w plecy idącego przed nim mężczyzny. Jego długie, blond włosy smagane przez wiatr, wyglądały, jakby tańczyły jakiś dziki taniec. Casimir musiał je co chwilę poprawiać, bo niesforne kosmki wpadały mu na twarz, denerwując i utrudniając patrzenie przed siebie, które i tak, przez alkohol płynący we krwi, było lekko zaburzone. Ostatnio ciągle pił, z czego z niechęcią nauczyciel zdał sobie sprawę. Korzystał z wolnego, jak tylko mógł i wiedział, że już za chwilę znowu powróci do pracy i znowu będzie musiał wytrzymywać z dzieciakami w szkole. Na szczęście niedługo wakacje i znowu będzie mieć czas na rekonwalescencje przed kolejnymi, żmudnymi miesiącami nauczania. Zaczynał podejrzewać, że wypala się zawodowo, co wcale jakoś bardzo go nie dziwiło. Przecież wcale nie robił w życiu to, co robić by chciał. Konsekwencje tego zaczynały już się pojawiać.
Jacper, korzystając z tego, że idą w ciszy przerywanej jedynie odgłosami miasta nocą, wyjął z saszetki telefon. Wcześniej nawet do niego nie zaglądał. Wyciszył telefon i po prostu zamknął się na świat inny, niż ten istniejący w klubie. Akurat, gdy odblokowywał aparat, pojawiła się nowa wiadomość, jedna z wielu nieodebranych. Kliknął na nią.
„Skoro nie zamierzasz kontaktować się ze mną, to mógłbyś się wysilić i odpisać chociaż Dominicowi. Od niego też zamierzasz uciekać?”
Chłopak westchnął głęboko, przystając momentalnie, z czego nawet sobie nie zdał sprawę. Wpatrywał się w tekst, wcale nawet nie mając ochoty, by na wiadomość odpisać ani Rozo, ani Dominicowi. Potrzebował chwili bez nich, jednak obawiając się, że Dominic w końcu zacznie kontaktować się z jego rodzicami, odpisał mu krótko, że nic mu nie jest, że po prostu spał. Okłamał go, ale nawet nie poczuł z tego powodu wyrzutów sumienia. Wiadomość od Rozo zostawił bez odpowiedzi.
- Coś się stało? - usłyszał Jacper. Podniósł wzrok na wpatrującego się w niego kilka metrów przed nim mężczyznę. Jego jasne oczy patrzyły prosto w jego, uważnie, jakby chcąc odczytać z nich, czemu chłopak nagle przystanął bez żadnego znaku.
Jacper pokręcił głową, posyłając mu słaby uśmiech, po czym ruszył szybko w jego stronę.
- Wszystko jest okej – odparł swobodnie, chociaż wcale nie czuł, by tak właśnie było.
Casimir spojrzał na niego ponownie, unosząc jedną brew ku górze. Po wcześniejszym spojrzeniu Jacpera, jakie ten rzucał na telefon, wcale nie wierzył w jego wszystko jest okej, nie zamierzał jednak dopytywać o co chodzi. Jakoś niezbyt obchodziły go nastoletnie problemy. Nie uważał je za ważne, a po akcjach, które wyczyniał Dominic, wątpił w to, czy osoby w tym wieku są w pełni poczytalne. Nawet nie chciał myśleć, że on również mógł się tak zachowywać te kilka, kilkanaście lat temu. Aż go dreszcze przechodziły na samą myśl, chociaż równie dobrze mogło to być przez wiatr.
- Po prostu, mam pewne problemy z... przyjacielem – rzucił po dłuższej chwili, zacinając się pod koniec. Może powinien się komuś wygadać? Może Casimir byłby kimś odpowiednim, by go wysłuchać? Może mógłby mu nawet doradzić, co robić? Czuł, że ten może być nie tylko mentorem, jeżeli chodzi o sprawy związane z drag queens, ale również z innymi sprawami. W końcu jest starszy, bardziej doświadczony... Jacper czuł, że właśnie ktoś taki mógłby mu pomóc uporządkować myśli.
- Przyjacielem... - powtórzył głucho Casimir, a Jacper pokiwał niemrawo głową. - Takim przyjacielem - przyjacielem, czy przyjacielem z dodatkowymi, miłymi korzyściami?
Jacper skrzywił się na twarzy, słysząc te określenie, które wypłynęło z ust Miry. To nie brzmiało dobrze, szczególnie, gdy wypowiadał to ktoś niemalże obcy.
-  Z dodatkowymi korzyściami – przyznał niechętnie.
Nauczyciel odetchnął głęboko.
- Gdy byłem w mniej więcej twoim wieku – zaczął Casimir, wolno przełykając ślinę i wpatrując się przed siebie, zastanawiając się, czy to oby na pewno dobry pomysł, by wracać do przeszłości i wyciągać stare brudy przed nowo poznaną osobą. Polubił Jacpera. Przypominał mu dawnego siebie... gdyby tak odjąć manierę w głosie, nieco zbyt kolorowy ubiór i jeszcze kilka szczegółów, jednak mimo to, nie był przekonany do tego, czy jest odpowiednią osobą do doradzania komukolwiek. Zdecydowanie nie, stwierdził niemalże natychmiast w pełni przekonany do własnych myśli. Może i był starszy niż nastolatek, ale nie czuł się pewnie w roli odpowiedzialnego, wszystkowiedzącego starszego. Przynajmniej nie w tej kwestii. - Miałem takiego przyjaciela z korzyściami i nie skończyło się to dobrze – zakończył płasko, próbując wepchnąć wspomnienia z powrotem do najdalszych zakątków głowy. To nie było coś, co chciał ponownie roztrząsać, ani komukolwiek zdradzać.
Chłopak spojrzał na niego z uwagą, czekając na rozwinięcie, jednak sekundy mijały, a oni szli dalej w ciszy. Casimir wcale nie wyglądał, jakby miał zamiar coś więcej zdradzić ze swojej przeszłości, a Jacper nie chciał być wścibski i dopytywać. I tak był wdzięczny, że mężczyzna mu pomoże, w zamian za niewielką przysługę. Nie chciał go do siebie zrażać natrętnością, obawiając się, że ten mógłby zrezygnować. Jacper jednak liczył na to, że Casimir któregoś dnia wróci do tematu i powie mu, co się między nim a jego przyjaciele stało. Przeczuwał jednak, że nie było to nic pozytywnego, skoro mówienie o tym było dla mężczyzny ciężkie, co Jacper mógł usłyszeć z jego tonu głosu, którym ten wcześniej przemówił.

*

Niewiele później, rozstali się. Jacper, jako że mieszkał zaledwie kilka przecznic dalej i chciał iść na pieszo, poszedł w swoją stronę, natomiast Casimir wsiadł do taksówki czekającej na postoju i ruszył w przeciwną, w stronę swojego bloku. Z Jacperem ponownie miał się spotkać już za kilkanaście godzin. Tak się wstępnie umówili, ale nie było to jeszcze potwierdzone, bowiem obaj nie wiedzieli, w jakim stanie przyjdzie im się obudzić i czy będą mieli ochotę na swoje ponowne towarzystwo późniejszą porą.
By szybciej minęła droga, sięgnął po telefon. W oczy rzuciły mu się nieodebrane wiadomości od nieznanego numeru, mimo to doskonale wiedział od kogo owe wiadomości są i to wywołało w nim jakieś mieszane uczucia – irytację i rozbawienie przeplatające się ze sobą równocześnie. Sam nie był pewien, co czuł bardziej. Był wciąż lekko zamroczony przez alkohol. 
Wszedł w pierwszą lepszą wiadomość, która okazała się być MMS-em. Miał on chyba na celu ukazanie, że jego uczeń się pilnie edukuje. Casimir chwilę wpatrywał się w zdjęcie, nie bardzo wiedząc, co ma o tym myśleć. Cieszył się, że Dominic wziął się za naukę, ale raczej dominowało w nim uczucie gniewu, że jednak zamiast uczyć się (kartka była pusta), robi durne zdjęcia i mu je wysyła, zaśmiecając jego skrzynkę odbiorczą. Prychnął pod nosem, usuwając wiadomość i po chwili włączył szybko drugą, chcąc mieć to już z głowy. Wcale nie chciał się przyznać do tego, że był lekko zaciekawiony, co jeszcze mu nastolatek przesłał. 
Omal nie parsknął (a może to zrobił? Wszak kierowca taksówki obejrzał się na niego), gdy zobaczył na zdjęciu twarz ucznia. A dokładniej - jego minę. 
Ten dzieciak jest niemożliwy, pomyślał, wpatrując się przez krótką chwilę w widniejącego na zdjęciu Dominica.
Odetchnął głęboko, wyłączając MMS-a. Co za głupek, stwierdził, otwierając pozostałe SMS-y i czytając je z błąkającym się, być może nieświadomie, uśmiechem na twarzy, aż dojechał przed blok.

*

Jacper włóczył nogami, wcale nie spiesząc się do domu pomimo późnej pory i tego, że czekała na niego jutro szkoła z samego rana. Na razie nie chciał się zastanawiać nad tym, jak zdoła już za kilka godzin zmusić się do opuszczenia łóżka. W zamian za to, z ogromną przyjemnością wdychał świeże, wiosenne powietrze, które w przyjemny sposób otrzeźwiało jego umysł.
Lubił miasto nocą. Lubił tę grę świateł, które swoim blaskiem oświetlały okolice, lubił spacerować sam - albo prawie sam, bo niemalże zawsze towarzyszył mu Rozo - nie spotykając na swojej drodze żadnych ludzi, dzięki czemu mógł czasami stanąć bardzo blisko przyjaciela, tak że ich palce stykały się ze sobą, tak samo zresztą jak ramiona, a dłonie mogły w każdej chwili, za pomocą niewielkiego ruchu, spleść się.
Lubił popatrywać na niebo. Dzisiejszej nocy na marne było wypatrywać gwiazd. Gdy Rozo z nim spacerował, zawsze spoglądał w górę, wyszukując konstelacje. Znał się na tym, umiał je znajdywać, nazywać. Jacper skrycie podziwiał go za to. Może właśnie dzięki niemu polubił niebo nocą?
Blask księżyca i tych wszystkich świateł sprawiał, że te były słabo widoczne. Nie sprawiło to jednak, że Jacper przestał iść chodnikiem z głową wpatrzoną ku górze. Bynajmniej. Pewność, że na nikogo raczej nie wpadnie na chodniku, sprawiła, że właśnie tak spacerował, pogrążony w myślach, które jakoś tak samowolnie zaczęły brnąć w kierunku przyjaciela... O ile nadal mógł go tak nazywać. Jacper nie był pewien, czy to jeszcze było adekwatnym określeniem, czy to, co ich łączyło było przyjaźnią. Dla niego przecież, od dłuższego czasu, to nie była zwykła przyjaźń, czego zaczynał z każdą godziną coraz bardziej żałować.
Czemu wciąż i wciąż jego myśli wracały do chłopaka? Jak bardzo próbowałby o nim nie myśleć i tak zaraz on powracał. Czy to dlatego, że to była świeża sprawa? Jak długo miał trwać ten okres wewnętrznej rozpaczy po utracie czegoś, czego nawet się nie miało? Wpadł po uszy, a teraz musiał sam wydostać się z tych uczuć, które raniły, które nie dawały mu spokoju. Co czuł Rozo? Czy chociaż w niewielkim procencie żałował tego, jak to się potoczyło?
- Hej, ty!
Początkowo Jacper zignorował krzyknięcie dochodzące z niedaleka. Na pewno to nie do niego, pomyślał bez przekonania. W końcu nie rozpoznawał tego męskiego głosu. Szedł więc dalej, nieco jednak zwiększając tempo nogami, które z każdą minutą coraz bardziej zaczęły się trząść. Już nie patrzył beztrosko w niebo. Był już blisko domu i, nie wiadomo dlaczego, zrobiło mu się jakoś tak chłodno. Czuł dreszcze przebiegające przez całe ciało i nie było to winą wiejącego wiatru. Jego ciało przeczuwało zbliżające się niebezpieczeństwo, ale próbował wyrzucić to z głowy, wierząc, że to tylko głupie, nieprawdziwe przeczucie; że instynkt płata mu figle.
-  E, lachociągu!
- Patrzcie, chłopaki, jaka kolorowa pizda! - Gromki śmiech wybuchnął, uderzając w Jacpera swoim negatywnym tonem. Raczej nie zdoła im uciec, nawet, jakby zaczął teraz biec. Jakim cudem tak nagle się pojawili? Modlił się w duchu, by odeszli, zostawili go w spokoju, dlatego też nie odwrócił się, nie zerknął, jak blisko już są. Niech odejdą, niech po prostu odejdą, prosił w myślach uparcie. Próbował iść normalnie, żadnego gwałtownego ruchu. Po prostu nie zwracaj na nich uwagę, powtarzał w głowie. Znudzą się za chwilę, odejdą. 
Grdyka chłopaka podjechała w górę i opadła, gdy usłyszał kroki tuż za nim. Niemalże czuł ich oddech na własnym karku. W tym momencie, Jacper zrozumiał, że prawdopodobnie znalazł się w złym miejscu o nieodpowiedniej porze, a to, że jest sam, a jego wygląd odbiega od normy, niczego mu nie ułatwia. Wręcz przeciwnie. Był chodzącą zaczepką dla takich właśnie ludzi – pijanych, młodych, nietolerancyjnych dla wszystkich tych, którzy różnili się od nich. Być może tylko czekali na okazję, czekali, by znaleźć zaczepkę, by dać ujście swoim pierwotnym instynktom i tak się stało, że na ich drodze stanął bezbronny, samotny Jacper.
Nie zdziwił się więc, jak zaledwie kilkanaście sekund później poczuł mocne szturchnięcie w plecy, które wyrwało wstrzymywane powietrze z jego ust. A nim zmusił miękkie jak wata nogi do pracy i zerwał się do biegu, który prawdopodobnie na niewiele by się zdał w tym momencie - wszak wątpił, by im zdołał uciec - poczuł uderzenie w głowę. Naraz pociemniało mu przed oczami. Wiedział, że już nie zdoła uniknąć tego, co miało za chwilę nastąpić, a na pomoc nie miał, co liczyć. Krzyk uwiązł mu w gardle Była noc, ulice opustoszałe, magazyn z jego szczęściem pusty.
Ostatnio właśnie brakowało mu tego. Brakowało mu szczęścia, pomyślał, nim padł na zimny chodnik.


9 komentarzy:

  1. W końcu! Tyyyle czekania i jest :3
    Rozdział fajny, jestem ciekawa co się stanid dalej. Pisz! Pisz! Pisz! Kiedy kolejny rozdział?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Postaram się, by był możliwie jak najszybciej (coby nie czekać znowu kolejne trzy miesiące...), ale nie jestem w stanie napisać kiedy konkretnie. Być może jakoś w czerwcu. :)

      Usuń
  2. O! A weszłam bez większej nadziei, ale cieszę się że jest :D ciekawe co dalej z Jasperem... Dzięki za rozdzialik ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no dzieje sie dzieje sie, ciekawe jak rozwinie sie relacja Dominic x Casimir trzymam za nich kciuki XD i biedny Jasper :c
    dzięki za rozdział oraz weny weny weny! żeby następny był już za niedługo ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. hej, czy to koniec już opowiadania

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy kolejna notka? Ja tu czekam...
    Damy życzę

    OdpowiedzUsuń
  6. hej , czerwiec minął, lipiec minął, sierpień mija, chyba tym razem będziemy czekać co najmniej cztery miesiące, oj jesteś nie słowna

    OdpowiedzUsuń
  7. hej, dlaczego nie ma mojego komentarza , jest cenzura ?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz karmi wenę, więc nie daj jej głodować! : ) <3